Georgetown, Malezja

Georgetown, Malezja, 28.08.2011r.

I poprosiłem Pana naszego:

„Boże daj Chrześcijanom tej ziemi milion egzemplarzy Pisma”

Kościół w Georgetown, Malezja

Kościół w Georgetown, Malezja

Wspólnota chrześcijańska na wyspie Penang nie przekracza dwustu osób. Prawdziwa liczba nie jest dzisiaj dokładnie znana, gdyż ci, którzy chcą pozostać wierni swojej religii, a którzy jednocześnie nie mają wystarczająco dużo odwagi w sobie aby oficjalnie praktykować, wolą spotkania w zaciszu domowego kąta.
Religia Europy dotarła na Penang wraz z Portugalczykami, rozszerzającymi swoją dominację w Azji Południowo – Wschodniej. Wypierani przez inne potęgi kolonialne, szybko zabrakli katolicyzm na statki i odpłynęli na północ. Widocznym dzisiaj śladem misjonarskiej działalności Portugalczyków, jest kościół pod wezwaniem świętego Piotra, który mimo burzliwych dziesięcioleci na wyspie, przetrwał w nienaruszonym stanie.

Walkę o ten skrawek ziemi toczyli z Portugalią Anglicy. Synowie Albionu zdawali sobie sprawę, iż po Singapurze i Malakce, to właśnie Penang pozwala kontrolować tranzyt morski azjatyckich dóbr, płynących do Bliskiego Wschodu i dalej ku Europie.

Z misją ekspedycyjną z Anglii wyruszył równie doświadczony, co bezwzględny kapitan Francis Light. Urodzony w deszczowym Suffolk, słynął Light z oddanej służby Koronie i religijnej gorliwości.

Późnego lata 1734 r. grupa kilkunastu marynarzy Light’a przepuściła atak na niczego nie spodziewający się garnizon portugalski, odnosząc bezpardonowe zwycięstwo. Po kilkunastomiesięcznej okupacji militarnej Penang, kapitan rozpoczął budowę pierwszych budynków mieszkalnych, które z czasem miały się przerodzić w miasto Georgetown.

Dzisiaj, pomiędzy budynkami miejskiego sądu i kolonialnej wierzy zegarowej z 1883 roku, otoczony zielonym ogrodem, stoi protestancki kościół. Biała, oszczędna w formie fasada budynku. Na szczycie kościelnej dzwonnicy widnieje złoty krzyż. Wszystko razem przywodzi na myśl obrazek ze starego filmu o kolonialnych czasach.

Modlitwa - Georgetown, Malezja

Modlitwa - Georgetown, Malezja

Malezja, w znakomitej większości muzułmańska, od lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku prowadzi nieoficjalną politykę dyskryminacji każdej religii, innej, niż islam. Taki stan rzeczy wyniknął po części z faktu, iż kraj po zdobyciu niepodległości w 1957 roku, zaczął tracić własną tożsamość narodową. Miliony Chińczyków uciekających przed totalitarnym reżimem Mao, zapuściło tutaj korzenie. Bardzo szybko liczba ludności pochodzenia malajskiego w stosunku do chińskich imigrantów spadła do jednej trzeciej. Ówczesny premier Mahatir postanowił za wszelką cenę obronić malajskość w swojej tradycyjnej formie. Najbardziej oczywistym i jedynym sposobem na to, było zwrócenie społeczeństwa ku restrykcyjnemu islamowi. Swobodne sarongi odsłaniające dotąd kobiece ramiona, zastąpiono dwuczęściowymi czadorami. Liberalni obyczajowo mężczyźni, zaczęli regularnie uczęszczać do meczetów. Dzieci chińskiego pochodzenia odseparowano od malajskich rówieśników i wysłano do osobnych szkół. Cały dotychczasowy stan rzeczy został wywrócony do góry nogami. Ostrze miecza wymierzone w Chińczyków, zwróciło się również przeciwko chrześcijanom. Wszyscy Ci, którzy wierzyli w trójosobowego Boga prezentowali dawny, europejski i znienawidzony porządek. I mniejsza o to, że wielu z chrześcijan urodziło się w Malezji, żyło i lojalnie pracowało na rzecz umocnienia nowego, malezyjskiego państwa.

W niedzielę na poranne nabożeństwo do kościoła Świętego Grzegorza Diecezji Anglikańskiej Zachodniej Malezji zjeżdża z całej wyspy grupa kilkunastu osób. Wystarczy rzucić okiem, aby zdać sobie sprawę z wielokulturowej społeczności, spotykającej się we wnętrzu świątyni. Chińczycy, Hindusi, kilku Malezyjczyków i garstka europejczyków. To oni tchną życie i nadają sens istnieniu parafii. I jeszcze ksiądz; nagabywany o pochodzenie (z wyglądu Hindus) odpowiada lakonicznie, iż z pochodzenia jest dzieckiem bożym.

Wnętrze kościoła, schludne, zadbane i nie wskazujące na to, aby zgromadzi wierni byli szczególnie dyskryminowani przez rząd. Śnieżnobiałe, chroniące przed słońcem okiennice w kolonialnym stylu, pięknie zdobione drewniane ławki i skromny ołtarz, przy którym ulokowano duży, sięgający ponad metr krzyż.

Wchodzącego na podwyższenie księdza, witają gromkie brawa. Już po kilku wypowiedzianych słowach zdaję sobie sprawę, iż mam do czynienia z człowiekiem silnej wiary: „Przede wszystkim chciałbym w imieniu nas wszystkich powitać nowoprzybyłych – zaczyna, a wiele głów odwraca się w moją stronę, czyniąc chwilę niezręczną – Mamy nadzieję, że nasi goście zaraz po modlitwie i błogosławieństwie, pozostaną z nami na herbacie, która będzie serwowana w hollu paryskim. Jeśli jesteście w Penang po raz pierwszy, proszę Boga o błogosławieństwo dla Was i waszych rodzin. Niech Bóg Was błogosławi przyjaciele”.

Przed kościołem - Georgetown, Malezja

Przed kościołem - Georgetown, Malezja

Liturgia mija szybko do momentu kazania. Dopiero teraz uzmysławiam sobie, jak duże problemy mają chrześcijanie w Penang, a i pewnie w całym kraju. Wchodzący po schodkach na mównicę ksiądz wydaje się być strapiony. Do tej pory uśmiechnięty, przybiera nagle pozę srogiego ojca : „Przyjaciele, nie żyjemy w dobrych czas, ale tak, jak Mojżesz musimy ofiarować się Bogu!” – wykrzykuje. Wszystkie twarze wiernych, skupione i uniesione ku mównicy, zgodnie potakują. „Nasz Pan, Bóg Ojciec da nam schronienie, dlatego nie lękajcie się. On Was ochroni przed całym złem i nieszczęściem spotykającym nas na co dzień. Wiem, że być dobrym chrześcijaninem w tym kraju, naszym kraju, jest ciężko. Być chrześcijaninem w tym kraju, to znaczy pracować w boskim ministerstwie, dla samego Ojca Niebieskiego. Kilka dni temu jeden z naszych braci powiedział mi, że chce zemsty za wszystkie lata upokorzeń. Wiecie co odpowiedziałem? Wiecie?! – Po dwukrotnie zadanym pytaniu, przez kościół przebiega cichy szmer. „Powiedziałem mu: Nie masz prawa brać odwetu! Nigdy! Palą nasze kościoły i nie piszą o tym w gazetach. Biją naszych braci, a policja nam nie pomaga. Chcemy wysyłać nasze dzieci do publicznych szkół, a oni nam odmawiają. Owszem, to boli, ale bądźcie cierpliwi, a nagroda Was nie minie” – następuje chwila ciszy. Przemawiający ojciec przebiega wzrokiem notatki, po czym dodaje: „Wszystkie te upokorzenia mają swój cel. Czasami udaje się nam zwyciężać. W małych sprawach, ale za to jak bardzo ważnych. Na dowód tego chcę Wam coś pokazać” – w tym momencie z sufitu zsuwa się ekran, na którego szarym tle pojawia się po chwili notatka ostemplowana w kilku miejscach. Najpewniej urzędowy dokument – „W czwartek dostałem list z ministerstwa, ale do naszego dzisiejszego spotkania nikomu o tym nie mówiłem. Właśnie dzisiaj chcę się podzielić z Wami piękną nowiną. W miesiącu maju poprosiłem ministra o pozwolenie na wydrukowanie nowych pięciu tysięcy egzemplarzy Biblii. Od tego czasu modliłem się do Boga, żeby dopomógł w prośbie i udało się. To jest cud kochani. Cud!” – wszyscy, jakby na sygnał do startu, podrywają się z miejsc i zaczynają energicznie klaskać. Na wyraźny znak księdza przestają i ponownie zajmują swoje miejsca. „Mam teraz takie marzenie. Śni mi się, że każdy Chrześcijanin w Malezji ma w domu nowy egzemplarz Biblii” – wznosi księgę oprawioną w niebieską okładkę i odsłania pierwszą stronę do której przyklejona jest ta sama co na ekranie zezwolenie z pieczątkami – „I powiem Wam więcej. Ja im wyślę do ministerstwa jedną taką Biblię i dołączę krótką notatkę: „A teraz dajcie każdemu z nas taki egzemplarz do domu. Dajcie pozwolenia na pięć milionów”! Amen”.

Z wrażenia, które wywarły na mnie słowa tego pełnego duchowej siły człowieka, wyrwały mnie dopiero wersy religijnej pieśni:

„Would you be free from your passion and pride?
There’s power in the blood, power in the blood;
Come for a cleansing to Calvary’s tide;
There’s wonderful power in the blood
There is power,power, wonder working power
In the blood of the Lamb;
There is power, power, wonder working power
In the precious blood of the Lamb.”

Bez wątpienia w tych ludziach jest siła, siła tworzenia…

Autor: Michał Futyra

Leave a Reply