Ulica (Phnom – Pehn, Kambodża)

Phnom – Pehn. Miasto, które na pierwszy rzut oka nie powinno funkcjonować, a nawet istnieć. Chaos panujący dookoła, wydaje się ogarniać wszystko i wszystkich. Jedyne miejsce, posiadające względny ład, to centrum rozciągające się wzdłuż głównej ulicy Sisowath Quay nieopodal rzeki Tonle Sap. Przechadzając się chodnikiem, uderzają w oczy dziesiątki kolorowych neonów: różowy „Exotic massage”, zielono – niebieski „Khmer Food” i czerwony „Air – con travel service”. Pomiędzy nimi, wyeksponowana, usytuowana tak, żeby była widoczna z jak najdalszej odległości, króluje dwumetrowej wielkości znana na całym świecie twarz biało-czarnego dziadka, o przyjaznym spojrzeniu, spoglądającym znad okrągłych okularów. Kentucky Fried Chicken. Popularne KFC przyciąga przede wszystkim lokalnych mieszkańców. Obrotowe drzwi wirują dookoła bezustannie. Dziesiątki skuterów blokuje chodnik. Kolejne oczekują po drugiej stronie ulicy na możliwość wślizgnięcia się w miejsce odjeżdżających. Umundurowany na zielono mężczyzna, z wsuniętymi do czarnych glanów spodniami, czarną pałką za pasem i kaszkietówką z napisem „Total” zarządza ruchem przed barem. Czerwony kilkunastocentymetrowy wskaźnik w jego ręku wykonuje najdziwniejsze akrobacje w powietrzu. Jednych przytrzymuje, nie pozwalając zbliżyć się nawet o milimetr do upragnionych i wyśnionych kurczakowych skrzydełek w złocistej i chrupiącej skorupce, a innych serdecznie zaprasza gestem otwartych ramion, aby nareszcie, po kilkunastu minutach oczekiwania mogli wydać ciężko zarobione dolary wewnątrz.
I rozkoszować się smakiem amerykańskich kurczaków prosto z Kentucky, serwowanych przez Khmerskie dziewczyny, na papierowych talerzykach z Tajlandii.
Autor: Michał Futyra

Leave a Reply