Angkor Wat (antyczny zespół świątynny, Kambodża)

Królestwo Khmerów istniało od IX do XV wieku. Jego granice rozciągały się od Birmy, aż po Wietnam, i było potęgą na ówczesne czasy dorównującą największym cywilizacjom. W samym Agkorze ukrytym w dżungli przed światem, mieszkało blisko 750 tys. ludzi, co plasowało miasto w czołówce najprężniej rozwijających się miast świata.

Świątynia Angkor Wat

Świątynia Angkor Wat

Setki dużych i małych świątyń poświęconych Wisznu, Sziwie, czy Buddzie budowano na przestrzeni setek kilometrów kwadratowych. Niezliczone procesje misjonarzy, handlarzy, czy poszukiwaczy przygód ściągały tutaj, aby odnaleźć swoje przeznaczenie.

Angkor Wat jest miejscem szczególnym z jeszcze jednej przyczyny. Jest to bodaj jedyne tak duże miasto świata, które zniszczyło samo siebie. Skomplikowany kompleks wodny Angkoru był poszerzany i odbudowywany przez wieki. Rozrósł się do rozmiarów niemożliwych do ogarnięcia. W pewnym momencie zabrakło rąk do naprawiania systemu irygacyjnego. Powoli, ale regularnie dżungla zabierała dla siebie kawałki miasta. Czego nie zabrały drzewa, zniszczyły powodzie. Aż w końcu cios ostateczny zadali ludzie. Mówiąc ściślej – najeźdźcy.

Bogata historia. Piękna architektura. Wyjątkowe miejsce. Jeden z cudów świata, jak się zwykło dzisiaj określać Angkor Wat. Czego więc można chcieć więcej?

Świątynia Angkor Wat

Świątynia Angkor Wat

Niestety, po pierwszych godzinach zachwytu przychodzi refleksja. Każdy kolejny dzień spędzony pomiędzy antycznymi ruinami, utwierdza w przekonaniu. W przekonaniu, że to miasto, które kiedyś zachwyciło pierwszych odkrywców, dzisiaj padło ofiarą komercji
i masowej turystyki. Na każdym kroku słychać dziesiątki języków. Przewodnicy wypluwają z siebie słowa po angielsku, hiszpańsku, japońsku, czy rosyjsku, pokazując turystom najmniejszy nawet kamień i historię z nim związaną: “Drugi władca potęgi khmerskiej zasiadł przed wiekami na tym oto kamieniu. Proszę nie dotykać! Zasiadł i zapadł w głęboką zadumę! Mówiłem przecież, żeby nie dotykać! Efektem jego zadumy stała się ta piękna świątynia postawiona w miejscu, gdzie władca siedział. Dobrze. Zatem dziesięć minut na zdjęcia i ruszamy dalej!”.

Niezliczeni handlarze chcący sprzedać pamiątki “made in china”, zimną wodę, czy kolorowe parasole. Bilety sprawdzane przez strażników, przed wejściem na teren kolejnej świątyni. Stragany otaczające każde miejsce turystycznego przystanku. Nawet wokół toalet wyrosły niewielkie kramy, sprzedające mydło i papier toaletowy. Magia, która dawniej drzemała w tym miejscu, umknęła. Nie można mieć do nikogo pretensji, o to, że tak się stało. A już w ogóle do mieszkańców okolicznych miejscowości, którzy zasilają szeregi handlarzy i straganiarzy. Szukają najmniejszej nawet możliwości, aby poprawić byt swoich rodzin. Zaś Angkor Wat takie możliwości daje.

Świątynia Angkor Wat

Świątynia Angkor Wat

Świątynia “Ta Prohm” należąca do części zespołu świątynnego Angkor Wat. Kamienne schody prowadzące do części właściwej budowli. Tuż obok nich stoi młoda kobieta w słomianym kapeluszu, obwiązanym niebieską tasiemką. Na ręce ma zawieszony zielony, plastikowy koszyczek, zamknięty od góry szarą tekturą. Szeroko się uśmiecha do turystów. Nagle wyławia wzrokiem i zaczepia starszego mężczyznę:
– Dzień dobry sir – wypowiada zdanie, nie oczekując odpowiedzi. Szybkim ruchem ręki wyciąga z koszyka żółty pumeks do stóp. Uśmiecha się jeszcze serdeczniej, niż przed sekundą i dodaje: – “Może masaż? Widzę, że stopy zniszczone. Mogę wymasować. Mogę pomóc!”. Fala turystów mknie przed siebie. Jedynie starszy mężczyzna, trochę zmieszany, próbuje coś bezskutecznie tłumaczyć “masażystce”…

Autor: Michał Futyra

Leave a Reply