Cz.3. John Rabe i inni naoczni świadkowie masakry. Dorobek badawczy Iris Chang.

W Nankinie mieszkało sporo obcokrajowców, w tym zachodni misjonarze. Wielu z nich było naocznymi świadkami dramatu ludności chińskiej. To zwłaszcza dzięki nim istnieją świadectwa tych zbrodni, a japońscy negacjoniści nie zdołają się od nich wyłgać.

Gdy upadek Nankinu stał się oczywisty, zachodni dyplomaci, misjonarze i przedsiębiorcy utworzyli w mieście tzw. Międzynarodową Strefę Bezpieczeństwa, gdzie schroniło się wielu ocalałych z masakry. Był to sektor o obszarze 6,5 km2, oznakowany białymi flagami i znakami Czerwonego Krzyża. Ważną rolę w jego utworzeniu odegrał człowiek, który z czasem zyskał miano „chińskiego Schindlera” – John Rabe, pochodzący z Hamburga niemiecki handlowiec, członek NSDAP. Rabe mieszkał w Chinach od 1908 r. Jako przedstawiciel koncernu Siemens sprzedawał chińskiemu rządowi sprzęt elektrotechniczny i telefony. W świetle jego postawy i pism, które po sobie pozostawił, możemy powiedzieć, że kochał Chiny i był przyjacielem chińskim narodu.

Rabe widząc japońskie bestialstwa, starał się im zapobiec jak tylko mógł. Ponieważ jego listy i telegramy do japońskiej ambasady pozostawały bez echa, zjawiał się osobiście tam, gdzie Japończycy stosowali przemoc wobec ludności. Jak podaje George Fitch, przewodniczący nankińskiej filii YMCA, Rabe wykorzystywał swoją przynależność do partii nazistowskiej i pokazywał żołdakom swoją opaskę ze swastyką. Ten widok sojuszniczego symbolu przekonywał ich do pozostawienia ofiar w spokoju. Trudno powiedzieć, jak wielu ludzi zawdzięcza Rabemu przeżycie. A przecież nawet jedno uratowane życie jest warte wysiłku!
John Rabe wezwany do Niemiec w lutym 1938 r. apelował do Hitlera, by ten nakłonił Japończyków do zmiany postępowania. Ale nic nie zdziałał; doczekał się tylko przesłuchania na gestapo i nieprzyjemnej reprymendy od nazistowskich funkcjonariuszy, dla których priorytetem były dobre stosunki z Tokio.
Jednemu z zachodnich misjonarzy, amerykańskiemu pastorowi Johnowi G. Magee, udało się nakręcić film i wykonać zdjęcia dokumentujące nankiński dramat. Te materiały dowodowe zostały następnie przemycone z terytoriów okupowanych przez Japończyków i świat mógł ujrzeć ich zbrodnie. Inną znaną postacią, która ofiarowała swoją pomoc, była amerykańska misjonarka i nauczycielka Wilhelmina (Minnie) Vautrin (1886-1941). Została ona pośmiertnie odznaczona przez chiński rząd za swoje zasługi w opiece nad 10 tysiącami chińskich dziewcząt stłoczonych w żeńskim college’u Ginling, mimo iż uczelnia ta była pomyślana dla maksimum 300 kobiet.

Wśród najeźdźców zdarzały się odosobnione ludzkie odruchy. Japońscy żołnierze niekiedy popełniali samobójstwa ponieważ nie chcieli wykonywać zbrodniczych rozkazów przełożonych bądź czuli się zdruzgotani tym, co widzieli. Utrwalono zdjęcia, na których japońscy lekarze wojskowi badają chińskich cywilów, głównie dzieci, w Międzynarodowej Strefie Bezpieczeństwa. Ale zdjęcia te, opublikowane m.in. w japońskim dzienniku Asahi Shimbun z 19 stycznia 1938 r., mają propagandową wymowę i nie odzwierciedlają norm panujących w okupowanym mieście.

Masakra obrońców i cywilnych mieszkańców Nankinu jest jedną z największych spośród niezliczonych zbrodni, jakich dopuścił się japoński militaryzm. Została nagłośniona, bo popełniono ją w ówczesnej stolicy Chin na oczach zagranicznych świadków. Niemniej, podobną taktykę cesarska armia japońska stosowała w innych częściach kraju, np. w Changsha, a także w innych okupowanych rejonach Azji i Pacyfiku. Japońskie wojska notorycznie stosowały taktykę spalonej ziemi, czego skutkiem były ogromne zniszczenia.

Dokładna liczba pomordowanych w Nankinie do dziś jest przedmiotem sporów, rzutujących na stosunki chińsko-japońskie. Japońscy negacjoniści – wbrew zeznaniom mnóstwa niezależnych świadków – sprowadzają tę liczbę do kilku tysięcy, a nawet kilkuset ofiar. Ale nawet japońskie dokumenty przeczą tym bredniom; informują bowiem o 227,4 tys. pogrzebanych ofiar. To nie zamyka liczby zamordowanych, jako że wiele ciał pogrzebały rodziny lub spalili na stosach japońscy żołnierze.

Iris Chang, amerykańska badaczka chińskiego pochodzenia, przyczyniła się do wydobycia na światło dzienne mnóstwa faktów dotyczących ludobójstwa w Nankinie. Jej praca pt. „The Rape of Nanking. The Forgotten Holocaust of World War II” (wyd. w Nowym Jorku, 1997) wywołała wielki oddźwięk w USA, Chinach i Japonii. Iris Chang doszła do wniosku, że po uwzględnieniu tych ofiar łączna liczba zamordowanych wynosi ok. 350 tysięcy. Iris Chang była wrażliwą osobą. To, co czuła zbierając materiał do swojej pracy, wywołało w niej głęboką depresję. Ta młoda, piękna kobieta zmarła śmiercią samobójczą w listopadzie 2004 r., w wieku zaledwie 36 lat… Jej brązowa statua stoi dziś w Mauzoleum Pamięci Rodaków Pomordowanych w Masakrze Nankińskiej (Qinhua Rijun Nanjing datusha tongbao Jinianguan).

Leave a Reply