Mówisz Chiny, myślisz c-pop

Chiny to dziś światowy potentat gospodarczy, finansowy i militarny. Zza Wielkiego Muru docierają do nas produkty wszelkiej maści od „zakopiańskiej” ciupagi przez odzież po elektronikę. Świat zasypywany jest dobrami materialnymi z Państwa Środka. Ale czy kraj z tak ogromną spuścizną kulturową nie ma nam nic więcej do zaoferowania? Przeciętny Kowalski na pytanie „wymień chińskich przedstawicieli świata kultury” po dłuższej chwili konsternacji odpowie „Jackie Chan, Bruce Lee…”, a co bardziej oczytani przypomną sobie o laureacie literackiej nagrody nobla, Mo Yanie. Prawdziwe schody zaczynają się, gdy poruszymy kwestię muzyki popularnej w Chinach. „Tego da się w ogóle słuchać? Przecież chiński brzmi śmiesznie”. Uspokajam. Da się, a co więcej można odkryć zupełnie inne oblicze muzyki.

C-pop, bo tak w skrócie oznacza się muzykę tworzoną w Chinach, miał swój początek w roku 1920, kiedy w krajach chińskojęzycznych pojawiła się piosenka shidaiqu. W ciągu stu lat przez chiński rynek muzyczny przewinęła się cała plejada artystów, nie sposób jednak nie wspomnieć na początek o trzech największych diwach tamtejszej sceny. Kiedy na świecie słuchano Madonny, Whitney Houston i Michaela Jacksona, w Azji rządziły Teresa Teng, Anita Mui oraz wciąż utrzymująca się na topie Faye Wong.

Teresa Tang była wizytówką Chin nie tylko na kontynencie azjatyckim, ale i na całym świecie. Łączyła nowoczesne brzmienia z tradycyjnymi instrumentami i poezją. Zmarła w wieku 40 lat na atak astmy. Mimo że od jej śmierci minęło niemal dwadzieścia lat, wciąż jest kochana przez rodaków, a najlepszym tego dowodem jest hologramowy comeback w roku 2013, podczas którego przy wielotysięcznej publiczności śpiewała z obecną supergwiazdą, Jayem Chou. Pochodzącą z Hongkongu Anitę Mui nazywano „Madonną Azji”. Przydomek wziął się od  skandalicznych kostiumów, w których lubiła występować. Mimo że również zmarła młodo, na raka w wieku 40 lat, zdążyła pozostawić po sobie trzydzieści albumów studyjnych, w większości nagranych w języku kantońskim. Była nie tylko gwiazdą estrady i kina, ale działała także aktywnie na rzecz organizacji charytatywnych. Faye Wong, najmłodsza z wielkiej trójki, może poszczycić się tytułem najlepiej sprzedającej się artystki kantopopowej, ponadto przez wiele lat plasowała się w czołówce „Forbes China Celebrity”. Jej muzyka reprezentuje szeroki wachlarz gatunków, od tradycyjnej pieśni chińskiej przez ballady aż po electro i rock. Ma na swoim koncie także role w filmach Wong Kar-Waia: Chungking Expres i 2046.

W naszych muzycznych eksploracjach czas na kilka słów o artystach, których gwiazda obecnie świeci najjaśniej. Nie sposób zacząć tej listy od innego nazwiska niż Jay Chou. 35-latek, który w młodości inspirował się Chopinem, jest niezaprzeczalnym numerem jeden i żywą ikoną chińskiej muzyki. Swoją popularność zawdzięcza nie tylko niesamowitej muzyce, ale także swojemu charakterowi. Znany jest ze swojej troski o babcię, którą nie raz zapraszał do teledysków, a także z pracy charytatywnej. Chou tworzy piosenki w niemal każdym gatunku. Jest znakomitym raperem, ale potrafi też wzruszać wykonując poetyckie ballady. Najważniejszą cechą jego utworów jest połączenie zachodnich brzmień z tradycyjnymi instrumentami oraz poezją, którą wplata w swoje teksty. Nawet najbardziej wybredni amatorzy muzyki znajdą w jego twórczości coś dla siebie.

Kolejną supergwiazdą, o której nie można zapomnieć jest Wang Lee-Hom. Urodzony w Stanach Zjednoczonych, w wieku 18 lat postanowił nauczyć się języka przodków i promować c-pop na świecie. Tak jak Jay Chou w swoich utworach miesza różne style, uzyskując niezwykłe połączenie tradycji z nowoczesnością, określane chinked-out.

Powyżsi artyści reprezentują wiele gatunków muzycznych, ale fani konkretnych nurtów również mają w czym wybierać. Spośród zespołów specjalizujących się w nieco „cięższych” brzmieniach na uwagę zasługuje Carsick Cars – punkowa grupa stworzona w 2005 roku. Trzyosobowy band ma na swoim koncie tournée po Europie, a także liczne koncerty w USA i Kanadzie, co chińskim artystom nie zdarza się często. Innym ważnym przedstawicielem rocka w Chinach jest Cui Jian – prekursor tego gatunku. Jeden z jego utworów, Nothing to My Name, stał się nieoficjalnym hymnem  protestów na placu Tian’anmen w 1989 roku.

 

Hip-hop i rap to gatunki bardzo popularne w Polsce czy Stanach Zjednoczonych. W Państwie Środka ich popularność jest mniejsza, ale nie oznacza to, że są zupełnie marginalne. MC Jin to zdecydowanie najbardziej rozpoznawalny chiński raper. Pochodzi z Hongkongu, jednak większość swojej twórczości nagrywa w języku angielskim i pod szyldem amerykańskiej wytwórni. MC HotDog nazywany jest królem mandaryńskiego hip-hopu. Jego twórczość wyróżniają bardzo wyraziste i stanowcze teksty, sam artysta nazywa świat showbiznesu brudnym i skorumpowanym.

Dla entuzjastów muzyki dance i elektro przyprawionej mocnymi beatami idealną propozycją będzie Show Luo, który rokrocznie zdobywa nagrody dla najpopularniejszego piosenkarza na Tajwanie.

Modę na wieloosobowe bandy zapoczątkowały w tym rejonie świata Korea Południowa i Japonia. W Chinach prym wiodą składający się trzech mężczyzn Fahrenheit oraz żeńskie trio S.H.E. Ich muzyka to zwykle połączeniu popu, dance’u i r&b. Często poszczególni członkowie bandów, jak np. Hebe Tien z zespołu S.H.E realizują równocześnie swoją solową karierę.

Poszczególne gatunki i artystów można wymieniać by jeszcze długo, ale powyższy przekrój wydaje się być wystarczającym, by posiąść podstawową wiedzę o chińskiej muzyce.

A czego lubią słuchać Chińczycy? Jak wiadomo gusta są bardzo różne, spokojnie można jednak wysunąć tezę, że mieszkańcy najludniejszego państwa świat najbardziej kochają ckliwe ballady. Jest zresztą cechą niemal wszystkich chińskich piosenkarzy, niezależnie od gatunku, w jakim się specjalizują, że na każdej płycie znajdują się spokojniejsze piosenki. Kolejnym aspektem, który wyróżnia artystów z Chin jest to, że ci najlepsi czy najpopularniejsi to zwykle muzycy, którzy nie tylko śpiewają, ale także komponują, piszą teksty czy nawet reżyserują teledyski. Niejednokrotnie uznany piosenkarz jest również wziętym aktorem, jak np. Wang Lee-Hom, bądź odwrotnie – Jackie Chan nagrał ponad dziesięć albumów studyjnych. Bardzo często też piosenkarze grają w tzw. dramach, czyli kilkunastoodcinkowych serialach, w których wykorzystuje się piosenki z ich płyt. Przykładem może być piosenkarka Rainie Yang czy wspomniany Show Luo.

Oczywiście chiński rynek muzyczny to nie tylko same pozytywy, bo i tutaj mamy do czynienia z wielkimi agencjami muzycznymi, które próbują sobie podporządkować piosenkarza i skomercjalizować jego muzykę, doprowadzając ją do kiczu. To jest jednak problem znany na całym świecie.

Prześledziwszy chińską scenę widzimy więc, że piosenkarze z Państwa Środka mają naprawdę wiele do zaoferowania. Talent w wielu dziedzinach, świetny muzyczny warsztat i szczypta orientu, która kryje się w ich muzyce, to najważniejsze ich przymioty. Nasuwa się zatem pytanie – dlaczego przeciętny Europejczyk ma tak znikoma wiedzę na temat chińskiej muzyki? Problem po części na pewno tkwi w samych artystach, którzy zważywszy na ogromny rynek azjatycki nie pałają wielką chęcią podbijania Ameryki czy tym bardziej Europy. Ponadto niejednokrotnie są to twórcy, dla których liczy się przede wszystkim pasja i nie należą oni do żadnych wielkich wytwórni, tylko nagrywają w zaciszu własnego studia. Jak choćby Wei Li-an „Weibird”, który swoją karierę zaczynał na platformie blogerskiej, a obecnie należy do niezależnej wytwórni Linfair Records. Tacy wykonawcy nie przyciągają widzów kolorowymi strojami, efektownymi teledyskami i nawet w sieci trudno o dokładne informacje na ich temat.

Na drugim biegunie są jednak popularni artyści, wspomniany Jay Chou czy Lee-Hom, którzy coraz odważniej realizują swoją misję rozpowszechniania c-popu na świecie. W wywiadzie udzielonym czeskim fanom Leehom wyraził zaskoczenie i radość z powodu posiadania fanów w tym właśnie kraju. Zarazem obiecał, że jeśli będzie odpowiednio duże zainteresowanie to zorganizuje tournée po tej części Europy. Dlatego to, czy będziemy gościć muzyków z Chin na naszym kontynencie zależy tak naprawdę tylko od nas. Zatem do dzieła!

 

Autor: Kamil Waliczek

Leave a Reply