Chińczyk kontra zachód

Wybierając się z wizytą do Chin każdy przeciętny mieszkaniec szeroko pojętego „zachodu” powinien nastawić się na różnego rodzaju dziwactwa. Na niektóre z nich należy patrzeć z przymrużeniem oka, inne zwyczajnie ignorować. Mentalności Chińczyków nie da się bowiem porównać z żadną reprezentowaną przez jakąkolwiek kulturę europejską, czy tym bardziej amerykańską. Trzeba ją albo zaakceptować taką jaka jest, albo nastawić się na ciągłe napięcia i wynikające z rozdrażnienia nieprzyjemności. Podejście Chińczyków do życia i drugiego człowieka to temat bardzo rozległy. Wystarczy spojrzeć na to, jak podchodzą do nas – białych ludzi z zachodu.

Przede wszystkim, trzeba to powiedzieć jasno i wyraźnie, wszyscy nie-Azjaci wyglądają dla Chińczyka tak samo, albo przynajmniej bardzo podobnie. Wystarczy sobie wyobrazić jaki my mamy często problem z odróżnieniem od siebie osobników ich rasy – płaskie nosy, okrągłe twarze, śniady odcień skóry, skośne oczy i czarne proste włosy, to podstawowe cechy ich wyglądu. Problem polega na tym, że każdy Chińczyk posiada je w podobnym stopniu. To dlatego często spotykamy się ze stwierdzeniami, że „oni tam wszyscy wyglądają jednakowo”, zwłaszcza kiedy padają z ust osób, które Chińczyków postrzegają tylko jako tłum, masę. Jest to naturalna reakcja, bo niby skąd ktokolwiek ma znać „detale”, które ich od siebie odróżniają? Tu leży sedno całej sprawy. Może się nam wydawać, że ludzie biali są bardziej zróżnicowani, ale niestety, nic bardziej mylnego. Ci Chińczycy, którzy mają taką możliwość (np. utrzymują kontakty z pewną liczbą Europejczyków, których mogą do siebie nawzajem porównać i co za tym idzie rozróżnić ich), będą w stanie dostrzec różnice w wyglądzie swoich przyjaciół. Natomiast przeciętny Chińczyk, który widzi nas jedynie w telewizyjnych wiadomościach jako tłum przelewający się przez Times Square niestety nie zobaczy zbytniej różnicy w wyglądzie białych osób.

Ten sam problem dotyczy imion i nazwisk. Przedstawiając się komukolwiek w Chinach, najlepiej jest się nastawić na konieczność co najmniej kilkakrotnego powtórzenia lub przeliterowania. Odnoszę się tu oczywiście do stosunków nieformalnych, bez wgłębiania się w biznesowy savoir vivre. Tam wszystko rządzi się zupełnie innymi prawami. Niemniej dla osób bardziej przywiązanych do swojego imienia, którzy będąc w Chinach nie chcą się posługiwać tym wymyślonym na miejscu, istnieje jedynie możliwość złapania dystansu i nie denerwowania się, gdy po raz kolejny nasze imię zostanie przekręcone. Jeśli w ogóle dana osoba je zapamięta. Bądźmy wyrozumiali – chiński język nie jest od strony fonetycznej w jakimkolwiek procencie możliwy do połączenia z innym językiem, nie ma się więc co dziwić, że nawet imiona dla Chińczyków (a już zwłaszcza imiona nie-amerykańskie!) to wysiłek rzędu co najmniej nauczenia się nazw owoców po węgiersku.

Fakt, że ludzie biali nie różnią się znacznie od siebie nawzajem, nie znaczy jednak, że nie wyróżniają się na tle Chińczyków. A wyróżniają się i tym samym wzbudzają zainteresowanie. Do tego stopnia, że bez należytego dystansu może się to stać prawdziwą udręką. To właśnie rzecz, na którą trzeba się nastawić przed wyjazdem do Chin, ponieważ jeden machnie na to ręką, a komuś innemu może to bardzo przeszkadzać. Jeśli nasz pobyt zamyka się w Pekinie, czy innym większym mieście, a nasz wygląd nie zwraca większej uwagi, być może uda się uniknąć całej atmosfery sensacji. Jeśli jednak wybieramy się do miasta mniejszego, bądź wyróżniamy się na przykład wysokim wzrostem bądź ciekawą i nietypową fryzurą – cóż, wtedy może zacząć się problem. Chińczycy bowiem w zdecydowanej większości znają białych ludzi jedynie z ekranów telewizorów. Nie miewają jeszcze bogatych znajomości wśród Europejczyków czy Amerykanów, mimo że bardzo by tego chcieli (zwłaszcza młodzi). Stąd powszechne jest podchodzenie do obcokrajowców, robienie im zdjęć (nawet bez zapowiedzi, albo „z ukrycia”), proszenie o numer telefonu, czy nawet oferowanie pracy. Chęć wejścia w kontakt z osobą białą jest czasem aż tak desperacka, że aż śmieszna, a dla nas niekiedy wręcz niegrzeczna i zbyt bezpośrednia. Jeśli jednak już do tego dojdzie należy nauczyć się grzecznie odmawiać lub subtelnie zwracać uwagę na swoje niezadowolenie, gdyż gniew w niczym tu nie pomoże. Osoby, które podejdą do tego ze zdrowym dystansem i humorem mogą wyjść z takiej sytuacji nawet pozytywnie „połechtane”, ponieważ Chińczycy podczas konwersacji potrafią dać wyraz swojego podziwu wobec oryginalnej zachodniej urody. Płeć piękna może poczuć się tu wręcz dowartościowana.

Przy okazji omawiania podejścia Chińczyków do obcokrajowców trzeba przynajmniej na chwilę zatrzymać się przy temacie posługiwania się przez tych drugich językiem chińskim. Oczywiście ludzie są różni i nie ma na to reguły, ale generalnie rzecz biorąc Chińczyk zawsze doceni nawet najbardziej nieudolną próbę przemówienia do niego w jego rodzinnym języku. Zdarzają się oczywiście tacy, którzy z przyczyn ekonomicznych będą woleli udawać, że nie rozumieją, czy nawet nie słyszą – na przykład kiedy starasz się kłócić z kierowcą o to, że 30 juanów to za dużo jak na 2 kilometry taksówką. Jednak to są wyjątki i z reguły, kiedy Chińczyk widzi, że próbujesz się z nim porozumieć sam będzie się starał zrobić wszystko, aby pomóc. Zupełnie jakby zdawali sobie sprawę, że ich język to jednak bardzo trudna rzecz do opanowania. Najmniejsza umiejętność jego użycia to czyn godny pochwały.

Chińczycy pomimo bardzo długiej izolacji i w dalszym ciągu braku permanentnego kontaktu z innymi narodami pozostają dalej w nieco niezręcznej sytuacji, kiedy dochodzi do spotkania z kimś, kogo mentalności nie do końca rozumieją. Zachowują się często niepewnie i bojaźliwie choć starają się ukryć to pod płaszczykiem uprzejmości i uległości. Niektóre ich reakcje na obcą kulturę mogą jednak nieść ze sobą niezamierzony brak ogłady i wyczucia. Dlatego właśnie na czas wyjazdu do Państwa Środka oprócz standardowego bagażu najlepiej jest wyposażyć się w zapas dystansu, poczucia humoru i wyrozumiałości dla cudzej inności. Ich mentalność jest bowiem zupełnie odmienna, czasem niezrozumiała, ale za to niesamowicie ciekawa!

Autor: Katarzyna Galak
studentka Wyższej Szkoły Europejskiej w Krakowie
lingwistyka stosowana (spec. sinologia współczesna, Public Relations)
E-mail: katarzynagalak@yahoo.com

1 comment to Chińczyk kontra zachód

Leave a Reply