Chińczyk kontra Polak

Czym różni się młody Chińczyk od młodego Polaka?

Wydawałoby się, że młodzież na całym świecie jest podobna, przynajmniej takie odnosimy wrażenie oglądając zagraniczne filmy czy seriale. I byłaby to pewnie prawda, gdyby nie… Chińczycy!

Zaczynając od pierwszej rzucającej się już w oczy różnicy, chińska młodzież wygląda o wiele młodziej niż my, dopiero dwudziestokilkulatkowie nie przypominają przy nas dzieci. Mimo młodego wyglądu dziewczyny nie malują się, nawet już te studiujące, ale z drugiej strony bardzo chcą się upodabniać do amerykańskich gwiazd, na których mają bzika. Widząc Europejki zdarza się, że piszczą i skaczą jak dzieci na widok szczeniaczka, proszą o wspólne zdjęcia, dotykają włosów, chwalą urodę. Stąd Chinki używają kremów wybielających do skóry, czasem noszą soczewki i rozjaśnią włosy. Wszystko to, o czym tu mowa ma jednak miejsce dopiero po czasach licealnych. Młodzi mężczyźni też są otwarci; chcą się z nami (Europejczykami) przyjaźnić, ale raczej nie mają odwagi podrywać. Odstępstwem od tej reguły są bogate, lekko nietrzeźwe osobniki spędzające wieczory w lepszych klubach, które po zobaczeniu innych rys twarzy niż azjatyckie zapraszają, stawiają alkohol, często są nachalni i nieprzyjemni.

Mówi się, że czas liceum jest najtrudniejszy w edukacji Chińczyków. Trudno w to nie wierzyć, jeśli na spotkaniu z licealistami młodzież zapytana co robią w czasie wolnym zmienia temat i mówi o wspaniałych kolegach z klasy (których jest notabene ok. 70 i to w jednej z lepszych szkół w mieście), wspólnej nauce i posiłkach. Wypytywani opowiadają o tym, że wstają o szóstej rano, o siódmej zaczynają lekcję, koło południa mają przerwę na lunch, lekcje kończą około osiemnastej. Ale to nie koniec, ponieważ muszą jeszcze coś zjeść i iść do biblioteki odrobić lekcje oraz się pouczyć, by koło dziesiątej wieczorem umyć się i poczytać w łóżku. Nikt nie narzeka, a wręcz młodzież jest dumna jak dużo się uczy, i jak to dobrze, bo nauka jest przecież bardzo ważna w życiu. Brak pracy domowej czy nie przygotowanie się do lekcji to duży wstyd przed całą klasą, na który nikt nie może sobie pozwolić. Szalone miłostki to rzecz nie dla nich, przynajmniej na razie. Większość obrała cele na przyszłość już w pierwszej klasie liceum. Każdy dobrze wie, co jest od niego oczekiwane i próbuje nie zawieść nikogo ani nauczycieli, ani rodziców.

Kiedy polska młodzież robi szalone, nieodpowiedzialne rzeczy, młodzi Chińczycy mają zupełnie inne priorytety. Wszystko, co inne jest dla nich niebezpieczne i nie na miejscu. Polscy studenci znani są ze zwariowanego stylu życia, chęci eksperymentowania, chińscy zaś, z odpowiedzialności i poczucia obowiązku. Akademiki zamykane są o 23:00; od tej godziny nikt nie ma prawa z niego wyjść lub wejść. Każdy choć trochę kreatywny obcokrajowiec umie sobie z tym poradzić i bywać na imprezach studenckich (tych światowych, chińskich brak), ale Chińczyk nie. Nawet nie próbuje, bo nie można, bo to złe, niebezpieczne i absolutnie nie na miejscu. Dziwią się, kiedy opowiada im się o dyskotekach i nocnym trybie życia. Wielu z nich nie zna nawet nazw pobliskich klubów czy pubów, w których można odprężyć się w sobotnie wieczory. Kiedy mówi im się o samotnym podróżowaniu, zwłaszcza w obcym kraju, ze zdziwieniem pytają jak to możliwe, przecież to ryzykowne i lekkomyślne, jednak przyznają, że zazdroszczą i gratulują odwagi. Gorzej tutaj wygląda sprawa z przyznaniem się do uprawiania ekstremalnych sportów. Tych nie są w stanie zrozumieć; na co komu potrzebne są nagłe przypływy adrenaliny utożsamianej u nich tylko ze strachem.

Jeśli już jacyś studenci wieczorem wychodzą to jest to zdecydowanie KTV. Na prawie każdej większej ulicy w każdym chińskim mieście znajduje się budynek z wieloma pokojami o różnych rozmiarach (6, 8 czy 14 osobowe). Znajdują się tu przepastne kanapy, ogromne stoły i wielkie telewizory. Tam urządza się wieczorki karaoke. Można wybrać pakiet i zdecydować czy chce się pokój z przegryzkami, czy też z alkoholem, itd. Niestety jest tam naprawdę mało miejsca do tańczenia. Cóż, Chińczycy ubóstwiają śpiewać, ale tańczyć już nie bardzo. Wykonuje się przeważnie chińskie piosenki, ale zagranicznych jest też wiele. Co zabawne niektóre teledyski (tu mi się przypomina 50cent ze swoim „Candy Shop”) są ocenzurowane i zamiast szalonych ujęć zabawy przychodzi nam oglądać spokojne fale morza i mewy na błękitnym niebie.

Wczesne wstawanie jest chyba domeną Chińczyków. Dzień lubi zaczynać się już przed 6:00 rano głośnymi wystrzałami fajerwerków. Zapytani czemu codziennie i tak wcześnie odpowiadają, że jak się człowiek cieszy to puszcza sztuczne ognie, a że nowy dzień, nowe wyzwania, nowe możliwości… no to trzeba uczcić. Tuż po tej pobudce słychać wesołe głosy i krzyki. Czas na WF lub inne głośne marsze z okrzykami: yi! er! san! yi! er! san!

Podczas rozmów trzeba przygotować się na bezpośrednie pytania. W naszej kulturze z dopiero co poznanymi ludźmi nie rozmawia się na niektóre tematy, tu jest to na porządku dziennym. Jeśli do pytań o rodzinę i ich zdrowie można się przyzwyczaić, to trudniej jest z pytaniami o status związku; zwłaszcza, gdy jest to może drugie pytanie padające z ust płci przeciwnej: masz chłopaka? Nie?! Ale jak to?! Dlaczego? Przecież masz już tyle lat! Tłumaczenie, że to nie takie proste nie pomaga, a wręcz na odwrót. Nauczyciele również lubią być szczerzy, czasem do bólu, ale tylko naszego, bo Chińczycy nie widzą nic złego w powiedzeniu komuś: to robisz dobrze, ale w tym jesteś kompletnie beznadzieja lub po pokazaniu im z uśmiechem czegoś co wydawało nam się udane: następnym razem może ci się uda.

Warunki mieszkaniowe studenci mają (delikatnie ujmując) niedobre. Pokoje 6-8 osobowe, piętrowe łóżka, bardzo twarde materace, brak miejsca na biurka albo w ogóle na dużą szafę. Z zewnątrz drzwi zamykają się na kłódkę. Żeby mieć choć trochę prywatności pomiędzy metalowymi rurkami łóżek rozwiesza się dłuższy materiał, a’la zasłonka. Nie ma co pomarzyć o kuchni czy łazience. Ogrzewanie na północy Chin włączane jest dosyć późno, bo w drugiej połowie listopada i jest niezależne od pogody. Więc czasem trzeba siedzieć w pokoju w kurtkach zimowych, spać w czapce, itd. Wydawałoby się więc, że kiedy większości współlokatorów nie ma to Chińczyk się cieszy, że w końcu odpocznie od ciągłego towarzystwa i będzie mógł rozkoszować się chwilą spokoju. Nic bardziej mylnego. Okazuje się, że to dosyć smutny czas, bo nie ma się do kogo odezwać, jest nudno i trochę strasznie, zwłaszcza w nocy. Ale czego się spodziewać, jeśli od zawsze mieszka się z kilkoma osobami w pokoju? Małe mieszkanie z dwoma pokojami, w których muszą pomieścić się rodzice, rodzeństwo i dziadkowie to codzienność w Chinach.

Niestety, jeśli chodzi o higienę, młodzi Chińczycy są z nią wciąż na bakier. Jest to spowodowane zarówno wychowaniem, jak i warunkami jakie mają do życia chińscy studenci. Kiedy w akademikach obcokrajowcy mają dostępną jedną łazienkę z ciepłą wodą (w różnych godzinach) na najwyżej cztery osoby, Chińczycy muszą zadowolić się umywalnią, nierzadko dość oddaloną od ich akademika, raczej z zimną wodą. Na dodatek spotkać się można z zakazem używania suszarek na miejscu, nawet w zimie. Dlatego kąpią się oni około dwóch razy na tydzień.

Choć sposób życia i myślenia w Chinach przez ostatnie kilkadziesiąt lat bardzo się zmienił, Chińczycy nadal różnią się od nas w wielu aspektach życia. Kolektywizm wciąż wygrywa z indywidualizmem, a nauka na pamięć z kreatywnością. Lecz otwarcie na świat, filmy i informacje z zachodu powoli wpływają również na styl życia. Powoli rodzi się nauka samodzielnego myślenia i chęć życia na sposób zachodni. Ale czy zawsze i wszędzie wszystko musi być takie same? Może to dobrze, że na świecie jest tak różnorodnie i ciekawie.

Studiując kilka miesięcy w Chinach można dowiedzieć się sporo o zwyczajach i przyzwyczajeniach Chińczyków. Zwykła codzienność jest prawdziwą skarbnicą wiedzy i właśnie z moich własnych doświadczeń korzystałam pisząc ten artykuł.

Autor: Katarzyna Karnia
studentka Wyższej Szkoły Europejskiej w Krakowie

3 komentarze Chińczyk kontra Polak

  • Justyna

    Autorka niestety nie ma pojęcia o kanonach piękna w Azji. Bzdurą jest, że Chinki próbują się upodobnić do europejek, te wszystkie „zdjęcia” i wychwalanie urody to tylko wyraz grzeczności i wychowania, a nie prawdziwego zachwytu. U Chinek (jak i Japonek i Koreanek) występują sztywne kanony piękna: jasna cera, duże oczy, małe usta i twarz w kształcie litery V, gdzie w Europie to wielki misz-masz, jednej podoba się opalona skóra, drugiej nie, oczy takie czy owakie,twarz owalna lub kwadratowa szczęka. Niech w końcu mit o „mitycznych i wspaniałych europejczykach do których upodobniają się azjaci” przestanie być rozpowszechniany ;/

  • Katarzyna Karnia

    Pani Justyno,
    oczywiście kanon piękna w Chinach jest od naszego zupełnie inny, ale w tym artykule jest mowa o młodych ludziach i ich przemyśleniach. Artykuł jest oparty na własnych doświadczeniach i rozmowach z młodymi chińczykami, którzy naprawdę ZACHWYCAJĄ się naszą urodą, jako że mamy dużo większe oczy od nich, inny kolor skóry i włosów, widziany przez nich PIERWSZY RAZ na żywo, nie w telewizji. Mieszkańcy Pekinu, Nankinu czy Szanghaju oczywiście nie reagują tak emocjonalnie, bo jest to dla nich codzienność. Zdjęcia oraz wychwalanie urody to nie wyraz grzeczności, to wielkie utrudnienie dla nas, zwłaszcza jak ktoś nie lubi być obserwowany cały czas, gdyż można to porównać z atakiem paparazzi; i nie ma tu ani krzty przesady. Polecam pojechać do mniejszego miasta, z niewielką (lub żadną) ilością studentów z zagranicy.
    Pozdrawiam!

  • Dotore

    Zgadzam się z autorką, młodzi Chińczycy są coraz bardziej zafascynowani Zachodem ( z moich rozmów wynika, że duży udział mają tu seriale jak np. Pamietniki Wampirow, ktore wygrywaja z grzecznymi chinskimi serialami) Tradycyjny Kanon urody funckjonuj tak jakby obok, Chinki myslace o swojej urodzie wybieraja sobie jeden wariant tradycyjny albo nowowczesny. Niestety stanowia one mniejszosc, wiekszosc chinskich studentek nie dba o urode, higiene, ogolna prezencje. Wygladaja jakby niewinne zagubione w swiecie dziewczynki, na dodatek nie depiluja sie i potrafia miec bardzo nie przyjemny zapach. ( No ale jedna lazienka na duzo osob z niezawsz ciepla woda, a w srodku niegrzane zimne pomieszczni gdzie trzeba siedziec w kurtkach). Tak jest przynajmniej tutaj (Chongqing) a wiadomo Chiny sa duze.

Leave a Reply